Oceny po Śląsku: Kamil Poźniak superstar!

#gksnigdyniezginie
#gksnigdyniezginie

Kamil Poźniak, Michał Mak i Łukasz Wroński – to trio napędzało akcje ofensywne Brunatnych w ostatnim ligowym pojedynku i nie ma co kryć, właśnie oni dostali od nas najwyższe możliwe noty. Piłkarzem meczu tym razem wybraliśmy Kamila Poźniaka, który szczególnie w końcówce grał na dużym luzie i pokazał jaki drzemie w nim potencjał. Skala 1-6.

Arkadiusz Malarz – 5 – Kolejne bardzo dobre zawody w wykonaniu bramkarza GKS. Widać, że konkurencja na treningach mu służy. W sobotę raz po interwencji chciał iść „na grzyby”, ale w porę się zreflektował.

Alexis Norambuena – 5 – Nie do przejścia dla ofensywy Śląska. Mało tego, pod koniec meczu poszukał swojej szansy po pięknej akcji jaką rozegrał z Kamilem Poźniakiem.

Paweł Baranowski – 5,5 – Po odejściu Maćka Wilusza ściągnięto Błażeja Telichowskiego i to w nim upatrywano jego następcy. Chyba nikt nie spodziewał się, że zamiast „Telicha” w obronie będzie brylował Baranowski, który zrobił nie krok, ale ogromny skok jeżeli chodzi o swoją formę i sportową jakość. W sobotę uratował zespół przed stratą gola na 1:1 wybijając piłkę z linii bramkowej. W drugiej połowie zainicjował też atak swojej drużyny i wybrał się w pole karne przeciwnika. Ostatnią taką akcję pamiętamy w wykonaniu… Mate Lacicia, kiedy trenerem był… Rafał Ulatowski.

Błażej Telichowski – 4,5 – Gdyby wykorzystał rzut karny byłby cały punkt wyżej, ale generalnie gra w defensywie jak zwykle na duży plus. Nieźle radził sobie z Flavio Paixao.

Adrian Basta – 5,5 – Współpraca na linii Basta – Mateusz Mak układała się nieźle, ale to co wczoraj wyczyniali na prawym skrzydle razem z Wrońskim to, cytując klasyka, był jakiś zupełnie inny poziom. Do pełni szczęścia zabrakło tylko ostatniego podania, które koncertowo spartolił Bartek Bartosiak.

Łukasz Wroński – 6 – Jeden z bohaterów pojedynku ze Śląskiem. Tak grającego Łukasza chcielibyśmy oglądać już zawsze. W końcu pokazał, że stać go na wiele. Momentami ośmieszał Krzysztofa Ostrowskiego, na którym „zrobił” dwa rzuty karne.

Patryk Rachwał – 5 – Śląsk w środku pola mając niezłego Sebastiana Milę niewiele mógł zdziałać. Praca Rambo była jak zwykle nieoceniona, ale trzecia żółta kartka w czwartym meczu z rzędu zamazuje trochę całokształt.

Grzegorz Baran – 5 – Bardzo dobrze asekurował kolegów z obrony, kiedy ci grali „na wyprzedzenie”. Widać, że w drużynie Kamila Kieresia każdy wie co ma robić i Grzesiek ze swoich obowiązków wywiązuje się bezbłędnie.

Michał Mak – 6 – Czwarty raz z rzędu się powtórzymy – motor napędowy GKS. Uszczypliwi żartują, że na Śląsk wystarczył tylko jeden Mak, ale jak jeszcze raz Michał w jednym spotkaniu strzeli gola i będzie miał asystę to nazwiemy go złotym chłopcem. To co ten facet robi na boisku to jest istny kosmos. Nikogo nie powinna dziwić tak wysoka nota.

Kamil Poźniak – 6! – Nasz bohater meczu. Kamil zagrał jakieś dziesięć razy lepiej niż w spotkaniu z Łęczną. Brał ciężar rozegrania akcji na siebie, a kiedy ciśnienie zeszło z niego całkowicie, pokazał na co go stać najpierw strzelając fantastycznego gola, a później podając piętą do Norambueny. Poza tym stworzył kolegom jeszcze kilka sytuacji i gdyby byli bardziej skuteczni to miałby ze trzy asysty.

Bartłomiej Bartosiak – 4 – Zdecydowanie najsłabszy na boisku w szeregach GKS, ale to nie znaczy, że nie przyczynił się do zwycięstwa. Uprzykrzał życie Rafałowi Gordzickiemu jak tylko mógł i sam też mógł pokusić się o gola, gdyby wykorzystał podanie Basty.

Andreja Prokić – 5 – Wszedł za zmęczonego Wrońskiego i zagrał równie dobrze. Niezłą grę zamazuje niewykorzystana sytuacja, kiedy Mariusz Pawełek już leżał i czekał na wyrok i… się nie doczekał, bo „Andrzej” postanowił zejść do końcowej linii. Generalnie widać, że chłopaki pod nieobecność Mateusza Maka o miejsce w składzie będą bili się do upadłego. Na razie zwycięsko z pojedynku wyszedł „Wronka”, ale jeżeli Prokić potwierdzi dobrą grę w spotkaniu Pucharu Polski to kto wie?

Daniils Turkovs – 4,5 – Zastanawia nas to, że w protokole meczowym widnieje nazwisko Turkovs, ale na koszulce Łotysza jest napisane Turkov. Może Daniils nagle poczuł się Rosjaninem? Nieważne. Jeżeli chodzi o mecz, to szkoda, że nie dostał szansy od początku. Po wejściu widać było dużą chęć do gry i w kilku akcjach zdążył się pokazać. Nie wkurza nas ciągłym przewracaniem się co można było zaobserwować u jednego z rywali.

Pavel Komolov grał zbyt krótko, aby go oceniać.