Zielonym piórem pisane

A koziołek tylko beczy…

#gksnigdyniezginie
#gksnigdyniezginie

Trudno dziś powiedzieć czy Arkadiusz Piech będzie miał wystarczająco ambicji i chęci do gry, aby coś udowodnić, czy dla Sebastiana Olszara to będzie klub w którym wbrew dotychczasowej opinii, nagle przeżyje swoje pięć minut?

Piłkarze GKS Bełchatów już za chwilę znów otworzą szatnię przy S3 po powrocie z obozu w Turcji, a to oznacza, że liga tuż tuż. Co by nie powiedzieć, czas jakoś tak dziwnie szybko zleciał, ale to i tak wystarczyło, aby się stęsknić za ligową rzeczywistością.

Podsumowywać transferów nie zamierzam, bo uczynił już to redakcyjny kolega, ale fakt jest taki, że już dawno ruchy kadrowe mi tak nie zaimponowały jak w obecnej przerwie. I wcale nie chodzi tu o konkretne nazwiska czy potencjalną jakość jaką mogą zaoferować, ale strategie działania sztabu szkoleniowego. Nigdy bowiem nie byłem zwolennikiem testowania masy piłkarzy w okresie przygotowawczym, tylko po to, aby wybrać jednego, no góra trzech. Kompletnie mija się to z celem z punktu widzenia przygotowywania drużyny do sezonu.

Tutaj sytuacja od samego początku była jasna, Ci co mieli przyjść i na których było nas stać, za chwilę będą grać na GIEKSA Arenie. Nie liczę tu oczywiście Dariusza Treli, ponieważ to typowa sytuacja Last Minute jakich wiele w czasie okienka transferowego.

Zresztą odejście Arka Malarza, choć bolesne, to jednak dokładnie potwierdza strategiczne założenia jeśli chodzi o ruchy kadrowe. Malarz w Legii? Spokojnie, mamy wariant B, wypożyczamy Trelę, który przecież w Piaście Gliwice rozgrywał kapitalne zawody zanim trafił do Lechii Gdańsk. Żadnej paniki, szukania po omacku, konkretne, pragmatyczne rozwiązanie.

Rzecz jasna trudno tu porównywać Trelę do Malarza, bo nasz były kapitan to gość jakich mało o czym pisał ostatnio Michał Nawrot, no i ja w swoim ostatnim felietonie pt. „Arek Malarz, kapitan jak… malowany”. Natomiast chodzi o sam fakt, że o polityce kadrowej klubu coraz częściej mówi się dobrze, albo bardzo dobrze w całej Polsce, a różnej maści eksperci chwalą poczynania w gestii równoważenia potencjału kadrowego drużyny.

Trudno dziś powiedzieć czy Arkadiusz Piech będzie miał wystarczająco ambicji i chęci do gry, aby coś udowodnić, czy dla Sebastiana Olszara to będzie klub w którym wbrew dotychczasowej opinii, nagle przeżyje swoje pięć minut? Czy Seweryn Michalski to ten Seweryn Michalski, którego oglądali skauci Liverpoolu przy S3, a przecież był tylko na „frytkach” (taki żarcik), a Robert Dadok to drugi Janusz Gol? Maciej Małkowski wraca na stare śmieci, ale dziś też nikt nie ma pewności, że znów nie będzie aklimatyzował się rok jak ostatnio, by wreszcie „zapalić”?

Pytanie brzmi, czy jest sens w tym momencie tym wszystkim się zamartwiać? Kadra wydaje się na dzień dzisiejszy naprawdę silna i to powinno cieszyć. W mojej opinii spokojnie stać tą drużynę na pierwszą ósemkę i wcale nie po heroicznym boju. Mamy mieszankę doświadczenia z młodością, tych na dorobku, chcących zaistnieć na ligowych boiskach jak i tych, których już dawno wszyscy skreślili. Teraz to rzeczywiście prawdziwa banda, jak zwykł mawiać Arek Malarz. Teraz tylko potrzeba prawdziwego lidera/przywódcę na boisku jak i poza nim i wszystko powinno grać.

Na zakończenie taki krótki fragment wiersza Jana Brzechwy, który chyba sporo mówi na temat komentarzy, które rokrocznie pojawiają się w sytuacji opinii o nowych nabytkach, zanim jeszcze zdążą ubrać buty i wyjść na boisko.

„…A koziołek tylko beczy:

„Jak nie uciec, ojcze drogi?
Przecież sam rozumiesz to:
Ja mam tylko cztery nogi,
A stonoga ma ich sto!…”

J. Brzechwa „Koziołeczek”