Artur Derbin: Dryfujemy po rozszalałym morzu łajbą, która w dodatku przecieka

#gksnigdyniezginie
#gksnigdyniezginie

Jak wyglądało wykonanie testów na koronawirusa? Kiedy piłkarze GKS-u wrócą do treningów? Czy sytuacja w klubie choć trochę się poprawiła? M.in. o tym porozmawialiśmy z trenerem Arturem Derbinem: – Jeśli istnieje choć iskierka nadziei na poprawę tej sytuacji, wszystko jest do odratowania. Trzeba wierzyć, że nie wszystko to, co do tej pory udało nam się osiągnąć, zostanie zmarnowane – powiedział szkoleniowiec beniaminka Fortuna 1 Ligi.

Damian Agatowski (GKS.net.pl): Na początku zapytam o najważniejsze: jak zdrowie?

Artur Derbin (trener GKS-u): Dziękuję. Wszystko w jak najlepszym porządku, a czwartkowe badania tylko to potwierdziły.

Jak wyglądały te badania, którym poddani zostali piłkarze i cały sztab szkoleniowy GKS-u?

Odpowiedzialność za organizację badań przypadła naszemu fizjoterapeucie, Damianowi Zielińskiemu. On rozpisywał grupy pięcioosobowe, w których ustawialiśmy się w odpowiednim odstępie czasowym: najpierw sztab szkoleniowy, potem zawodnicy i wszystkie inne osoby, które będą z nami przebywać w tzw. najbliższym otoczeniu, czyli w klubie. Panie, które przyjechały do klubu pobrały nam krew i wszystko trwało około trzech godzin.

Kiedy znane będą wyniki tych badań?

My już je znamy, ale zgodnie z zaleceniem Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie możemy udzielać żadnych szczegółowych informacji na ten temat. To związek zbiera i monitoruje meldunki ze wszystkich klubów i zapewne wkrótce pojawi się ogólna informacja dotycząca tych wyników. Chodzi o to by nie siać paniki, ani nie szukać sensacji. Powiem tylko, iż był to test na obecność przeciwciała w organizmie każdego badanego. Jeżeli takie przeciwciała pojawiły się w większej ilości, wówczas dana osoba została skierowana na badanie wymazów, które ostatecznie miało potwierdzić bądź zaprzeczyć zakażeniu.

Decyzją PZPN-u, wczorajsze zajęcia w małych grupach nie odbyły się. Wobec tego, jaki jest plan na najbliższe dni?

Bez przerwy reagujemy na to, co się dzieje. Najważniejsza informacja jest jednak taka, że wracamy do gry! Oczywiście mam na myśli kwestie stricte sportowe. Generalnie pomału – jako społeczeństwo – też wracamy do normalności. Na razie nie przypomina to sytuacji sprzed pandemii – i choć osobiście mam pewne przemyślenia na temat koronawirusa – to jednak staram się dostosować do zaleceń i nakazów. Nie da się ukryć, momentami wygląda to dość kuriozalnie. Bo jak inaczej wytłumaczyć nakaz nie stykania się z innymi, skoro uprawiamy piłkę nożną? Jak prowadzić trening bez możliwości kontaktu, bez możliwości korzystania z szatni, czy noszenie maseczek przez trenera w momencie, kiedy wszyscy zostali przebadani i są zdrowi? Te pytania możemy mnożyć, ale i tak podziękowania należą się dla osób odpowiadających za restart rozgrywek. Jako sztab szkoleniowy mamy stały kontakt z drużyną, choćby przez grupę na WhatsApp’ie. Przekazujemy wszelkie informacje dotyczące wytycznych, zawodnicy otrzymują indywidualne rozpiski itd. Cierpliwie czekamy na sygnał z PZPN-u, ponieważ zalecenie jest takie, aby kluby pierwszoligowe w tym samym dniu wróciły do treningów; by wszyscy mieli równe szanse. Kto wie, może od poniedziałku będzie już decyzja i wszyscy będziemy mogli wrócić do zajęć? Na te komunikaty z niecierpliwością oczekujemy.

Dla was, jako drużyny, choćby z perspektywy zajmowanej w tabeli bezpiecznej pozycji, to dobrze, że liga będzie wznowiona?

Chyba każdy sportowiec, piłkarz, trener, który kocha swoją dyscyplinę, chce ją uprawiać. I nie ma znaczenia, na którym miejscu w tabeli aktualnie jesteśmy. Czy walczylibyśmy o awans, czy bronili się przed spadkiem, swoją wartość chcemy udowadniać w sportowej walce. I to nie podlega absolutnie żadnej dyskusji. Chcemy grać, chcemy wrócić do normalności. Ta dwumiesięczna przerwa spotęgowała jeszcze bardziej pragnienie wyjścia na boisko i pracy w grupie. Dlatego też chcielibyśmy wrócić do rywalizacji. Natomiast w naszym przypadku, problemy są zupełnie innej natury…

W związku z koronawirusem wszystkie kluby mają mniejsze bądź większe problemy natury finansowej. W GKS pandemia nie była jednak bezpośrednim powodem braku wypłat. Wiem, że przynajmniej kilku piłkarzy złożyło już wezwania do zapłaty. Czy nie obawia się pan, że część z nich może odejść z klubu jeszcze przed restartem rozgrywek?

Pytania na temat finansów w klubie wolałbym aby były kierowane do prezesa. Ja odpowiadam za stronę sportową, choć te dwie sprawy mocno się przenikają. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale o trudnej sytuacji w klubie mówiłem dość często, więc nie ma sensu abym się powtarzał i był monotematyczny. Sytuacja jest bardzo ciężka. Trudno o determinację w momencie, gdy nie ma celowości pracy i mam tu na myśli przyszłość klubu. Dryfujemy po rozszalałym morzu łajbą, która w dodatku przecieka. Coraz częściej pojawia się pytanie, co będzie dalej? Czy próbować się ratować, czy zostać? Czy próbować płynąć wpław do brzegu, którego też do końca nie widać? To nie jest przyjemny widok patrząc na tych chłopaków, którzy chodzą ze spuszczonymi głowami i z myślami o niepewnej przyszłości. Wiadomo, epidemia koronawirusa namnożyła problemy w wielu klubach, ale na pytanie „co robić dalej?”, każdy musi odpowiedzieć sobie indywidualnie.

Wobec tej sytuacji, gdzie kibice GKS-u mogą szukać jakichś pozytywów, iskierki optymizmu?

Chciałbym życzyć kibicom i sobie, aby ten powrót do normalności był łaskawy dla nas wszystkich. Abyśmy znów mogli spotkać się na stadionie, choć wiem, że do tego jeszcze daleka droga. Wobec tego chciałbym, aby kibice GKS-u mieli możliwość dopingowania swojej drużyny w domach, oglądając transmisje telewizyjne. Abyśmy mogli wspólnie radować się z boiskowych sukcesów piłkarzy na szczeblu centralnym. Z tego co wiem, jakiś dialog dotyczący organizacji i dalszej działalności klubu trwa. Dlatego jeśli istnieje choć iskierka nadziei na poprawę tej sytuacji, wszystko jest do odratowania. Trzeba wierzyć, że nie wszystko to, co do tej pory udało nam się osiągnąć, zostanie zmarnowane.

I już tak na koniec. Trener Michał Probierz powiedział, że w wolnym czasie zaczął pisać książkę. Trener z kolei na swoim profilu w mediach społecznościowych zaprezentował umiejętności… kulinarne. Chyba więc całkiem nieźle wykorzystał pan okres domowej izolacji?

(Śmiech) Akurat z przyrządzaniem potraw nie mam żadnych problemów. Będąc w Bełchatowie praktycznie codziennie jestem w stanie coś przygotować. Zwłaszcza teraz, gdy wszystkie restauracje są pozamykane. A muszę przyznać, że wcześniej lubiłem wyjść, posiedzieć z ludźmi przy dobrym posiłku – co niesamowicie buduje relacje międzyludzkie. Natomiast odnosząc się do tego filmiku, sprawa wyglądała w ten sposób, że to Polsat Sport zwrócił się do mnie z prośbą o to, czy nie przygotowałbym jakiegoś filmu z daniem wegańskim, które potrafię samodzielnie wykonać? Przy pomocy pewnych osób udało mi się ten filmik zmontować. A to, że ostatecznie Polsat go nie wykorzystał, postanowiłem zamieścić go na swoim profilu – może komuś posmakuje moje Pesto bazyliowe? (śmiech) Oczywiście w czasie tej izolacji nie zajmowałem się jedynie kuchnią. Lubię czytać, pogłębiać swoją wiedzę. Analizowałem więc kilka wariantów gry, również pod kątem naszej drużyny. Przyglądałem się innym systemom. I kto wie, może skorzystam z tej wiedzy w najbliższym czasie?